angel with the scabbed wings
piątek, 30 listopada 2012
w królestwie Wandalów...
Panująca nam Królowa Wanda właśnie dziś, a dokładniej o godzinie 10.22 zakończy szósty miesiąc swojej bytności na tej planecie. Pół roku jej absolutnych rządów przewróciło do góry nogami życie jej poddanych i pełne było wzlotów i upadków. 9 miesięcy wyczekiwania, z czego pół roku w pozycji horyzontalnej, odcisnęło piętno na psychice jej matki, która to o mało nie doprowadziła w tym czasie ojca do załamania nerwowego swymi skrajnymi humorami. Później nagle nastał Dzień Dziecka i pojawiła się monarchini czyniąc swymi poddanymi całe to towarzystwo i od tej pory cały świat zaczął się kręcić wokół tej małej, włochatej osóbki. Teraz to ona dyktowała pory snu, spacerów, jedzenia i od tej pory wszystkie kawy i herbaty stały się zimne, wszystkie noce przerażająco krótkie, dni za to ciągnęły się w nieskończoność. Gdy uśmiechała się - świeciło słońce, jednak gdy jej lico nawiedzały czarne chmury rozpaczy czy niezadowolenia, rozpoczynała się straszliwa burza. Jednak przez to pół roku poznawaliśmy naszą Królową coraz lepiej. Teraz już wiemy, iż jest miłościwa, niezależna, wie dokładnie czego jej potrzeba i uparcie dąży do tego by to zdobyć. I choć początki bywały trudne, a każdy dzień zraszany był łzami Wandy lub jej mamy, jednego jestem pewna - miłości, która zawitała w naszym domu, z niczym nie da się porównać, niczym zastąpić, a umysłem nie da się objąć jej ogromu. Bo czyż można się nie zakochać w takich oczach?
piątek, 9 listopada 2012
IT's the first day of the rest of my life
Dwa przeszło lata tu nie zaglądałam, dwa lata, w których moje życie zmieniało się kilkakrotnie, by w końcu przybrać obecny stan rzeczy... Nie należę do fanów blogowania, własnego oczywiście, bo myśli innych chętnie sczytuję z wirtualnych kartek. Me życie jednak od kilku miesięcy przejęła we władanie mała, bystra istotka i przemeblowała mi mój własny świat na swoją modłę. Z tego czasu pędzącego tak szybko, będącego mieszanką skrajnych nastrojów i odczuć boję się uronić choć kroplę, więc za namową pewnej osoby postanowiłam zacząć spisywać wszelkie myśli i ważne zdarzenia z mojego NOWEGO życia, by móc wracać do nich i przeżywać je ciągle i ciągle. Trochę zajmie, zanim nadrobię stracony czas i przywołam wszystkie wspomnienia, zobaczymy też na ile wystarczy mi natchnienia, ale może dziś jest dobry czas aby zacząć
środa, 4 sierpnia 2010
jako nie odpuszczam moim winowajcom...
Jak bardzo ludzie różnią się od siebie zorientowałam się dzisiejszego ranka, kiedy to odezwałam się do pewnej osoby. Ale od początku.
Miałam kiedyś bardzo bliską mi osobę. Jak to we wszystkich znajomościach bywa, były wzloty i upadki, ale nikt nie był mi tak bliski. Aż któregoś dnia wszystko to runęło. Nie będę zaprzeczać, to ja zawiodłam. Na nic się zdały przeprosiny i tłumaczenia. Moja wina oceniona została jako coś, co sprawia, że dalsza znajomość nie ma sensu. Moje starania o naprawę takiego stanu rzeczy spełzły na niczym, aż w końcu się poddałam. Mimo, że osoba ta nadal była bliska mojemu sercu musiałam odpuścić i zejść jej z drogi, gdyż wyraźnie nie życzyła sobie ona mego widoku. Jednak przez następne lata często o niej myślałam i łudziłam się, iż kiedyś jeszcze będziemy w stanie spokojnie porozmawiać. Dziś, pierwszy raz po latach, postanowiłam się napisać wiadomość na komunikatorze, powiedzieć cześć i sprawdzić jaka będzie reakcja. Nie spodziewałam się oczywiście radości i szczęścia z powodu tego, że się odezwałam, ale to co przeczytałam przerosło moje wszelkie wyobrażenia o tym, jak może potoczyć się ta rozmowa. Było krótko, strasznie niemiło i cynicznie. Ale te kilka napisanych zdań skłoniło mnie do zastanowienia.
Czy 7 lat to niewystarczająca ilość czasu, żeby pozbyć się złości w stosunku do drugiej osoby? Czy to za mało, żeby uświadomić sobie, że człowiek popełnia różne błędy, które wynikają z jego młodego wieku i małego doświadczenia? A może to jest tak, że taka osoba, która nie potrafi przebaczyć, zatrzymała się gdzieś na tym etapie, może nie pozwoliła sobie na pójście dalej. I skąd w ludziach tyle jadu? Czy zamiast wylewać z siebie żółć nie lepiej by było oświadczyć po prostu, że nie chce się z drugą osoba rozmawiać? Od czego to zależy? Od wychowania czy niemożności pogodzenia się z tym, że zostało się kiedyś zranionym? A może ludziom nie powinno się wybaczać, bo tak naprawdę nigdy się nie zmieniają? A jeśli tak, jeśli nie jesteśmy w stanie wybaczyć innym ich błędów, to czy zastanawiamy się także nad naszymi błędami? Czy uważamy, że nam także nie powinno się wybaczać naszych błędów? Czy może uważamy, że jesteśmy idealni i nam nie ma czego wybaczać?
Wielokrotnie zostałam skrzywdzona i zraniona, ale zawsze starałam się wybaczyć. Nie zapomnieć, lecz wybaczyć. Czasem wybaczenie zajmowało mi mniej czasu, czasem więcej, ale zawsze w końcu nadchodziło. A może jestem naiwna? Może wybaczając innym ich postępowanie skazuję się na powtórkę z rozrywki?
Ale czy to nie jest tak, że chowając w sobie stare urazy wyrządzamy krzywdę samym sobie? Nikt przecież inny o tym nie wie, a ten jad szkodzi tylko nam samym.
Choć ta rozmowa zakłuła w serce, z jednego będę się cieszyć: przynajmniej próbowałam.
Miałam kiedyś bardzo bliską mi osobę. Jak to we wszystkich znajomościach bywa, były wzloty i upadki, ale nikt nie był mi tak bliski. Aż któregoś dnia wszystko to runęło. Nie będę zaprzeczać, to ja zawiodłam. Na nic się zdały przeprosiny i tłumaczenia. Moja wina oceniona została jako coś, co sprawia, że dalsza znajomość nie ma sensu. Moje starania o naprawę takiego stanu rzeczy spełzły na niczym, aż w końcu się poddałam. Mimo, że osoba ta nadal była bliska mojemu sercu musiałam odpuścić i zejść jej z drogi, gdyż wyraźnie nie życzyła sobie ona mego widoku. Jednak przez następne lata często o niej myślałam i łudziłam się, iż kiedyś jeszcze będziemy w stanie spokojnie porozmawiać. Dziś, pierwszy raz po latach, postanowiłam się napisać wiadomość na komunikatorze, powiedzieć cześć i sprawdzić jaka będzie reakcja. Nie spodziewałam się oczywiście radości i szczęścia z powodu tego, że się odezwałam, ale to co przeczytałam przerosło moje wszelkie wyobrażenia o tym, jak może potoczyć się ta rozmowa. Było krótko, strasznie niemiło i cynicznie. Ale te kilka napisanych zdań skłoniło mnie do zastanowienia.
Czy 7 lat to niewystarczająca ilość czasu, żeby pozbyć się złości w stosunku do drugiej osoby? Czy to za mało, żeby uświadomić sobie, że człowiek popełnia różne błędy, które wynikają z jego młodego wieku i małego doświadczenia? A może to jest tak, że taka osoba, która nie potrafi przebaczyć, zatrzymała się gdzieś na tym etapie, może nie pozwoliła sobie na pójście dalej. I skąd w ludziach tyle jadu? Czy zamiast wylewać z siebie żółć nie lepiej by było oświadczyć po prostu, że nie chce się z drugą osoba rozmawiać? Od czego to zależy? Od wychowania czy niemożności pogodzenia się z tym, że zostało się kiedyś zranionym? A może ludziom nie powinno się wybaczać, bo tak naprawdę nigdy się nie zmieniają? A jeśli tak, jeśli nie jesteśmy w stanie wybaczyć innym ich błędów, to czy zastanawiamy się także nad naszymi błędami? Czy uważamy, że nam także nie powinno się wybaczać naszych błędów? Czy może uważamy, że jesteśmy idealni i nam nie ma czego wybaczać?
Wielokrotnie zostałam skrzywdzona i zraniona, ale zawsze starałam się wybaczyć. Nie zapomnieć, lecz wybaczyć. Czasem wybaczenie zajmowało mi mniej czasu, czasem więcej, ale zawsze w końcu nadchodziło. A może jestem naiwna? Może wybaczając innym ich postępowanie skazuję się na powtórkę z rozrywki?
Ale czy to nie jest tak, że chowając w sobie stare urazy wyrządzamy krzywdę samym sobie? Nikt przecież inny o tym nie wie, a ten jad szkodzi tylko nam samym.
Choć ta rozmowa zakłuła w serce, z jednego będę się cieszyć: przynajmniej próbowałam.
niedziela, 20 grudnia 2009
nie wołaj...
Zupełnie tak jak pies na zawołanie jest
Czekałem aż dasz mi znak
Bo na twój każdy gest gotowy byłem biec
Od dzisiaj radź sobie sam
Nie wołaj
Przestań wreszcie krzyczeć
Nie wołaj
I tak cię nie usłyszę
Nie wołaj
Chcę mieć w końcu ciszę dookoła
Nie wołaj
Łapałem ciebie w pół gdy chciałeś skakać w dół
Nie szanowałeś już nic
Wstyd było za nas dwóch
Lecz nigdy z twoich ust
Aniele Boży nie usłyszałem
a dziś już Aniele Stróżu mój
Nie wołaj
Przestań wreszcie krzyczeć
Nie wołaj
I tak cię nie usłyszę
Nie wołaj
Chcę mieć w końcu ciszę dookoła
Nie wołaj
Czekałem aż dasz mi znak
Bo na twój każdy gest gotowy byłem biec
Od dzisiaj radź sobie sam
Nie wołaj
Przestań wreszcie krzyczeć
Nie wołaj
I tak cię nie usłyszę
Nie wołaj
Chcę mieć w końcu ciszę dookoła
Nie wołaj
Łapałem ciebie w pół gdy chciałeś skakać w dół
Nie szanowałeś już nic
Wstyd było za nas dwóch
Lecz nigdy z twoich ust
Aniele Boży nie usłyszałem
a dziś już Aniele Stróżu mój
Nie wołaj
Przestań wreszcie krzyczeć
Nie wołaj
I tak cię nie usłyszę
Nie wołaj
Chcę mieć w końcu ciszę dookoła
Nie wołaj
poniedziałek, 9 listopada 2009
kraina książek...
Wiem, iż wielu ludziom wydaje się to dziwne i niezrozumiałe, ale kiedy łapię w ręce ciekawą książkę, cały świat po prostu przestaje dla mnie istnieć. Nie ważne są wtedy rozmowy z ludźmi, denerwują niespodziewani i nieproszeni goście, drażni konieczność spaceru z psem czy zrobienia obiadu. A najbardziej irytują godziny, znikające gdzieś w pośpiechu, niezauważone. Denerwuje konieczność pójścia spać, bo a nuż za chwilę w życiu bohaterów wydarzy się coś ważnego...Te chwile, które spędzam z książką wprowadzają mnie w inny świat, świat wyobraźni autora, który nagle staje się moim światem... Ten świat potrafi mi zastąpić wszystko, czego nie mam w prawdziwym świecie... i choć nie mam wpływu na to, co się w nim dzieje, mimo to mogłabym pozostać w nim przez cały czas...
Przemówił do mnie. Wystraszył
mnie swym śmiechem. Wziął
moją rękę i wprowadził mnie poza
ciszę w zimny szept
Dzwonów.
Przemówił do mnie. Wystraszył
mnie swym śmiechem. Wziął
moją rękę i wprowadził mnie poza
ciszę w zimny szept
Dzwonów.
sobota, 31 października 2009
strange days have found me...
Czasem mam wrażenie, jakbyś mnie zaklął... Po każdej nocy budzę się pamiętając sny, a każdy z nich jest o Tobie... I czasem nie wiem, czy jestem zła, że je pamiętam, czy może dlatego, że się obudziłam i wszystko to okazało się jedynie snami... Niektóre z tych snów są piękne, w których jesteś przy mnie blisko, gdy kochamy się namiętnie i troszczymy się o siebie...W innych widzę Cię z inną, a moje serce przeszywa ból... W żadnym jednak nie jesteśmy parą...
Dnie spędzam na tęsknocie - za tym co było, za tym co już nigdy nie wróci...
W myślach widzę tamte czasy - swoją głowę na Twoich kolanach, czuły dotyk, uśmiech i te oczy, spojrzenia których nie potrafię zapomnieć...
Widzę chwile, gdy kochaliśmy się namiętnie, gdy byłeś tak blisko, że chciałam krzyczeć z radości...
Dlaczego nie pamiętam tych wszystkich złych dni?? Wszystkich kłótni, wybuchów zazdrości, braku zaufania i bólu, który sobie sprawialiśmy??
Dzisiejsze sny sprawiły tylko ból, doprowadziły do płaczu...
Dlaczego nie mogę kontrolować swoich myśli??
Dlaczego uczucia wymykają mi się spod kontroli??
Dnie spędzam na tęsknocie - za tym co było, za tym co już nigdy nie wróci...
W myślach widzę tamte czasy - swoją głowę na Twoich kolanach, czuły dotyk, uśmiech i te oczy, spojrzenia których nie potrafię zapomnieć...
Widzę chwile, gdy kochaliśmy się namiętnie, gdy byłeś tak blisko, że chciałam krzyczeć z radości...
Dlaczego nie pamiętam tych wszystkich złych dni?? Wszystkich kłótni, wybuchów zazdrości, braku zaufania i bólu, który sobie sprawialiśmy??
Dzisiejsze sny sprawiły tylko ból, doprowadziły do płaczu...
Dlaczego nie mogę kontrolować swoich myśli??
Dlaczego uczucia wymykają mi się spod kontroli??
wtorek, 21 października 2008
spoglądając na świat pod innym kątem...
W porządku, przyznam, że dziś czuję się inaczej...
Wczorajszy wieczór sporo zmienił...
Czy się boję?? Oczywiście!! Inaczej nie byłabym sobą...
Ale zaczęłam patrzeć na to wszystko inaczej...
Wiem, że nie będzie prosto...jest wiele przeciwności, z którymi będę sobie musiała poradzić
Ale dziś wszystko widzę w dużo jaśniejszych barwach...
Nie wiem na jak długo...ale mam nadzieję, że wszystko zacznie się powoli rozjaśniać i układać
Nie napiszę, co czuję... nie potrafię na razie
Ale gdzieś zza chmur zaczyna wyglądać słońce, mimo że wiele spraw układa się nie tak, jak powinno...
Czas pokaże...
Wczorajszy wieczór sporo zmienił...
Czy się boję?? Oczywiście!! Inaczej nie byłabym sobą...
Ale zaczęłam patrzeć na to wszystko inaczej...
Wiem, że nie będzie prosto...jest wiele przeciwności, z którymi będę sobie musiała poradzić
Ale dziś wszystko widzę w dużo jaśniejszych barwach...
Nie wiem na jak długo...ale mam nadzieję, że wszystko zacznie się powoli rozjaśniać i układać
Nie napiszę, co czuję... nie potrafię na razie
Ale gdzieś zza chmur zaczyna wyglądać słońce, mimo że wiele spraw układa się nie tak, jak powinno...
Czas pokaże...
piątek, 17 października 2008
kilka słów o miłości...
znalazlam ostatnio stary wierszyk o miłości...
Miłość...
przyszła, rozgościła się,
nic nie mówi, ja nie pytam
po prostu siedzi wygodnie i patrzy mi prosto w oczy...
"czy odejdziesz?"-pytam
cisza...
czekam...
"kochaj"-szepnęła
"kochaj"... tak łatwo wypowiedzieć te słowa
to zaledwie krótki wyraz
ale uczucie to niesie za sobą tak wielkie ryzyko...
może to okrutne, ale dziś widzę w tym uczuciu więcej cierpienia niż szczęścia...
kiedyś odważyłam się pokochać...
zostały mi tylko blizny...
trudno jest posklejać serce, które ktoś potrzaskał w proch...
więc czy warto ryzykować poraz kolejny??
i czy można oddać komuś serce w proszku??
Miłość...
przyszła, rozgościła się,
nic nie mówi, ja nie pytam
po prostu siedzi wygodnie i patrzy mi prosto w oczy...
"czy odejdziesz?"-pytam
cisza...
czekam...
"kochaj"-szepnęła
"kochaj"... tak łatwo wypowiedzieć te słowa
to zaledwie krótki wyraz
ale uczucie to niesie za sobą tak wielkie ryzyko...
może to okrutne, ale dziś widzę w tym uczuciu więcej cierpienia niż szczęścia...
kiedyś odważyłam się pokochać...
zostały mi tylko blizny...
trudno jest posklejać serce, które ktoś potrzaskał w proch...
więc czy warto ryzykować poraz kolejny??
i czy można oddać komuś serce w proszku??
wtorek, 14 października 2008
jeż...
jestem jak jeż...
wszystko jest dobrze, dopóki ktoś się nie zbliży...
gdy ktoś podchodzi zwijam się i wystawioam kolce...
zamykam się w sobie...
drażni mnie dotyk...
nie zakochuj się, bo możesz się tylko poranić...
odejdź póki czas...
wszystko jest dobrze, dopóki ktoś się nie zbliży...
gdy ktoś podchodzi zwijam się i wystawioam kolce...
zamykam się w sobie...
drażni mnie dotyk...
nie zakochuj się, bo możesz się tylko poranić...
odejdź póki czas...
piątek, 10 października 2008
w życiu zdarzają się rzeczy nieprzewidziane...
czasem ich chcemy, czasem nie...
jestem zdziwiona obrotem sprawy...
a może wcale się nie odwróciło??
może po prostu ja się odwróciłam i widzę wszystko pod innym kątem...
tak czy inaczej badam...
nie za pomoca dotyku, nawet nie smaku
wzrok także nie mowi nic wiecej...
... ale ten zapach w powietrzu
to całe powietrze
zaciągam się próbując zidentyfikować zapach
... lecz on miesza mi zmysły
gdzie zaprowadzi mnie ta woń niejasna??
czasem ich chcemy, czasem nie...
jestem zdziwiona obrotem sprawy...
a może wcale się nie odwróciło??
może po prostu ja się odwróciłam i widzę wszystko pod innym kątem...
tak czy inaczej badam...
nie za pomoca dotyku, nawet nie smaku
wzrok także nie mowi nic wiecej...
... ale ten zapach w powietrzu
to całe powietrze
zaciągam się próbując zidentyfikować zapach
... lecz on miesza mi zmysły
gdzie zaprowadzi mnie ta woń niejasna??
Subskrybuj:
Posty (Atom)
