środa, 4 sierpnia 2010

jako nie odpuszczam moim winowajcom...

Jak bardzo ludzie różnią się od siebie zorientowałam się dzisiejszego ranka, kiedy to odezwałam się do pewnej osoby. Ale od początku.
Miałam kiedyś bardzo bliską mi osobę. Jak to we wszystkich znajomościach bywa, były wzloty i upadki, ale nikt nie był mi tak bliski. Aż któregoś dnia wszystko to runęło. Nie będę zaprzeczać, to ja zawiodłam. Na nic się zdały przeprosiny i tłumaczenia. Moja wina oceniona została jako coś, co sprawia, że dalsza znajomość nie ma sensu. Moje starania o naprawę takiego stanu rzeczy spełzły na niczym, aż w końcu się poddałam. Mimo, że osoba ta nadal była bliska mojemu sercu musiałam odpuścić i zejść jej z drogi, gdyż wyraźnie nie życzyła sobie ona mego widoku. Jednak przez następne lata często o niej myślałam i łudziłam się, iż kiedyś jeszcze będziemy w stanie spokojnie porozmawiać. Dziś, pierwszy raz po latach, postanowiłam się napisać wiadomość na komunikatorze, powiedzieć cześć i sprawdzić jaka będzie reakcja. Nie spodziewałam się oczywiście radości i szczęścia z powodu tego, że się odezwałam, ale to co przeczytałam przerosło moje wszelkie wyobrażenia o tym, jak może potoczyć się ta rozmowa. Było krótko, strasznie niemiło i cynicznie. Ale te kilka napisanych zdań skłoniło mnie do zastanowienia.
Czy 7 lat to niewystarczająca ilość czasu, żeby pozbyć się złości w stosunku do drugiej osoby? Czy to za mało, żeby uświadomić sobie, że człowiek popełnia różne błędy, które wynikają z jego młodego wieku i małego doświadczenia? A może to jest tak, że taka osoba, która nie potrafi przebaczyć, zatrzymała się gdzieś na tym etapie, może nie pozwoliła sobie na pójście dalej. I skąd w ludziach tyle jadu? Czy zamiast wylewać z siebie żółć nie lepiej by było oświadczyć po prostu, że nie chce się z drugą osoba rozmawiać? Od czego to zależy? Od wychowania czy niemożności pogodzenia się z tym, że zostało się kiedyś zranionym? A może ludziom nie powinno się wybaczać, bo tak naprawdę nigdy się nie zmieniają? A jeśli tak, jeśli nie jesteśmy w stanie wybaczyć innym ich błędów, to czy zastanawiamy się także nad naszymi błędami? Czy uważamy, że nam także nie powinno się wybaczać naszych błędów? Czy może uważamy, że jesteśmy idealni i nam nie ma czego wybaczać?
Wielokrotnie zostałam skrzywdzona i zraniona, ale zawsze starałam się wybaczyć. Nie zapomnieć, lecz wybaczyć. Czasem wybaczenie zajmowało mi mniej czasu, czasem więcej, ale zawsze w końcu nadchodziło. A może jestem naiwna? Może wybaczając innym ich postępowanie skazuję się na powtórkę z rozrywki?
Ale czy to nie jest tak, że chowając w sobie stare urazy wyrządzamy krzywdę samym sobie? Nikt przecież inny o tym nie wie, a ten jad szkodzi tylko nam samym.
Choć ta rozmowa zakłuła w serce, z jednego będę się cieszyć: przynajmniej próbowałam.

Brak komentarzy: